No i stało się. Wzmacniacz jest skończony i sens życia tego bloga dopełnił się. Miałem małe problemy z uruchomieniem, mianowicie najpierw żarówka była niedokręcona i zasilanie nie szło dalej. Potem, włączyłem piec, ale nie było żadnego dźwięku. Myślałem, że to może z powodu wadliwej lampy, albo jakiegoś nieprawidłowego połączenia. Rzecz jasna od razu zapytałem na Freestompie o co biega i jak zwykle dostałem szybkie odpowiedzi. Równolegle założyłem temat na Elektrodzie.pl (nie bez strachu, ach ta sroga Elektroda...). Po zbadaniu napięć na lampach i przetestowaniu lamp mocy i transformatora głośnikowego, wszystko wydawało się sprawne, ale Marszal nadal siedział cicho... Po wielu godzinach rozpaczy, kilku teoriach ludzi z forów i obniżeniu napięcia anodowego przez zwiększenie opornika w zasilaczu okazało się, że po prostu nie podłączyłem inwertera fazy do końcówki! Dwa kabelki dzieliły mnie od brzmienia za milion dolców. Przylutowałem je, poprawiłem obwód żarzenia i zgadnijcie co? Piec zadziałał. Po wstępnym teście w kiblu (tam mam uziemienie w gniazdku) używając tranzystorowego piecyka Ibaneza jako paki, załadowałem głowę do samochodu i pojechaliśmy z bratem do próbowni Babiaków testować pieć już z kolumną. Boże... co za brzmienie! Może teraz walnę małą recenzję. Piec ma dwa kanały, jaśniejszy i ostrzejszy Lead i ciemniejszy Bass (po pół pierwszej lampy na każdy). Kontrolki dla kanałów to Wolume i Tone. Może się to wydawać mało, ale naprawde wystaczy, wcale nie trzeba dużo kręcić, żeby brzmienie było super, dwa oddzielne kanały o różnych charakterystykach częstotliwościowych sprawiają, że masz w praktyce kontrolkę Trable i Bass dzięki mieszaniu kanałów. Gainu nie jest bardzo dużo, zwłaszcza z single coilami, więc do jakichś rzeczy z dłuższym sustainem i rzeźnią będzie fuzz potrzebny. Najmocniejszy drajw jest z humbuckerami i oboma kanałami połączonymi krótkim kabelkiem tak, żeby sygnał szedł do nich równolegle W przesterze jest taki brud który nadaje troche fuzzowatego charakteru, zwłaszcza z Les Paulem. Na klinie (którego swoją drogą nie ma bardzo dużo, bo piec szybko wpada w krancz) jest sporo takiego dzwoniącego środka. Co do głośności - bez problemu można przygłuszyć perkusję, ale da się wytrzymać granie z maksymalną głośnością. Ciekaw jestem tylko rezultatu z 4x12", bo na razie testowaliśmy z Flame LP i Jolaną Tornado oraz moją paką 1x12" z Eminence Legend V12. Paka dobrze daje basem, jak zestroisz coś LP-podobnego do C to masz Kyuss jak chuj strzelił! Moby Dick, Behind The Wall of Sleep, kurde, wszystkie piosenki są w tym piecu. Następny projekt to będzie Treble Booster do niego, bo czasem jednak przydałoby sie trochę więcej klarowności i ostrości. Nalepa, Cream, Bluesbreakers... Te brzmienia, taki charakterystyczny atak. Z basem też brzmi bardzo konkretnie, ale jednak 20 watt na bas to za mało. Jeśli chodzi o szumy, to piec jest cichutki kiedy się nie gra, nic nie buczy ani nie skwierczy. jedynie troche szumów pojawia się kiedy zmostkować kanały (pętla masy?) . No, to była krótka recencja pieca, bo i test był krótki. Brzmi jak milion dolarów! Yoyyoyoy. No i kupiłem sobie sweter jak Nalepa