Jako że właśnie powinienem się uczyć na jutrzejsze laborki z programowania oraz do sesji w ogóle, napiszę nowy post, żebyście wiedzieli co tam słychać u mojego nienarodzonego jak zamrozone zarodki Marszala. Dzisiejszym tematem będzie "Drogi Elektryczny Bananie! Z wypiekami na twarzy śledzę twój blog, ale jedno wciąż nie nurtuje. Gdzie będą wszystkie elementy twojego pieca? Czy masz już przygotowaną jakąś płytkę drukowaną?" Otóż nie mam! Tym razem nie użyję płytki drukowanej tylko brazowego, marszalowego turret boarda. Dla tych co nie wiedzą - turrety to takie metalowe kołeczki (zwykle z mosiądzu, lub czegos podobnego) pokryte cyną które montuje się w otworach w czystej płytce (niepokrytej miedzią) i do nich lutuje się elementy. Nad płytką drukowaną ma to taką przewagę, że łatwiej jest modyfikować układ, coś wylutować, a coś zmienić. Większość waszych ukochanych starych wzmacniaczy które każdy chciałby mieć jest zbudowanych właśnie w taki sposób. Ponieważ kiedyś dostałem od mojej wspaniałej koleżanki Asi sporo laminatu, znalazłem kawałek odpowiednio duży i przyciąłem go do wymiaru 25x7cm. Niestety musiałem pozbyć się całej miedzi gdzyż w przeciwnym razie wszystkie turrety byłyby zwarte ze sobą, a tego byśmy nie chcieli. Pierwszy pomysł był taki, żeby po prostu wytrawić miedź tym samym odczynnikiem, którego używam do trawienia płytek do fuzzboxów, ale nie miałem naczynia tak dużego, żebym mógł zanurzyć w nim całą płytkę. Roztwór trawiący musi mieć stałą temperaturę 50 stopni i chciałem go podgrzewać po prostu na kuchence, więc naczynie nie mogło być plastikowe. Sprawa płytki stanęła w miejscu. Rozkminiałem czas jakiś jak by się tu pozbyć tej miedzi łatwo i dokładnie i wymyśliłem (gimnazjalna chemia mode: on): elektroliza! Stwierdziłem, że wykorzystam proces galwanizacji do wyczyszczenia laminatu. Szukałem chwilę odpowiedniego źródła zasilania i znalazłem - prostownik do ładowania akumulatorów (chyba jednak okazał się niezbyt odpowiedni, ale o tym za chwilę). Elektrolit zrobiłem mieszając ocet, sól kuchenną i wrzątek. Wszystko zapakowałem do plastikowej kuwety, podłączyłem plus do płytki, minus do klucza, zanurzyłem w elektrolicie i włączyłem prostownik do prądu. Najpierw użyłem opcji na 6V/1 amper, płyn od razu zaczął bąbelkować a na miedzi powstawały różne wzorki. Po chwili przełączyłem na 12V/4 ampery i proces od razu przyspieszył. Co jakiś czas kontrolowałem stan klucza i dolewałem octu. Wyjąłem go na chwilę tylko po to, żeby się przekonać, że zamiast pięknie się pomiedziować, klucz był tylko pokryty jakimś czarnym gównem które łatwo dało się zetrzeć palcem. Elektrolit bąbelkował ale chyba z płytki niewiele zeszło, myślę, że parę warstw z góry zeżarło, ale tylko pasek o szerokości ok pół milimetra był wyczyszczony. W dodatku prostownik przestał działać, wbudowany amperomierz zaczął ciągle wskazywać 0. Po zmianie bezpiecznika (przepalił się) nadal to samo. Pewnie mostek prostowniczy nie wytrzymał zwarcia czy coś... Jeśli ktoś to czyta i wie o co biega, to niech napisze w komentarzach bo potrzebuję tego prostownika ^^. Innymi słowy mission failed, ani nie mam patentu na miedziowanie, ani czystej płytki. Spróbowałem gruboziarnistym papierem ściernym i starłem połowę miedzi, ale było to zbyt uciążliwe i mi się nie chciało zapierdalać. Okazało się jednak, że mój piekarnik można nastawić na 50 stopni a mama będzie tak wspaniałomyślna, żeby pozwolić mi na skażenie kuchni chemią. Rozrobilem więc B327 w wodzie, płytka hop do kuwety, do piekarnika na 50 stopni i po 15 minutach miałem goły laminat.
 |
| Żółte zdjęcie powierconej płytki i turretów wbitych na próbę |
Wydrukowałem sobie layout z Ceriatone i przyłożyłem do płytki, żeby wywiercić otworki na turrety. Wygląda to tak:
 |
| Hip literatura |
 |
| płytka już z turretami i hip literaturą |
Doobra, to tyle, bo struktury same sie nie nauczą, a poza tym zmeczylem sie tym pisaniem. Jojo