piątek, 28 października 2011

Ścisz to!

           Ha! Jak już mam tego bloga, to se popiszę, a co! Proszę państwa! Ktoś mógłby zapytać: "Czy 20 watt to nie będzie za mało do grania z perkusją?". A ja bym mu odpowiedział: "Otóż nie! Gdyż 50 wattowy piec jest tylko dwa razy głośnejszy, niż 5 watt (około głośności trąbki)." Czyli problemem jest nie to, czy starczy głośności, ale czy nie będzie ZA głośno w domu lub w piwnicy. Ktoś mógłby zapytać: "Ależ Elektryczny Bananie, czy pomyślałeś o tym, jak wkurwieni będą twoi współdomownicy, kiedy będziesz grał swoje hity w domu na lampowym wzmacniaczu 20 watt, z głosnikiem 12"?". Kochani moi, pomyślałem! Jak to mawia mój stary: ścisz to! Od początku miałem więc w planach konstrukcję urządzenia pozwalającego na ukręcenie distorszyna na akceptowalnych głośnościach.
           Zacznijmy od tego, że żeby usłyszeć pełne spektrum częstotliwości wzmacniacza i gitary, dźwięk powinien być na poziomie co najmniej 85 decybeli, więc wynika z tego, że nawet piec tranzystorowy powinno się odkręcić do tego poziomu, żeby ucho miało pełen obraz brzmienia. W sumie to tak jak z obrazem, im większy, tym więcej widocznych detali. Na rezygnację z TEGO postulatu, związek zawodowy Elektrycznych Bananów się nigdy nie zgodzi! Jednak żeby uzyskać nasz kochany Marshallowy distorszyn, będe musiał odkręcić wolume na ponad połowę, inaczej po co mi lampowy piec. I tu do akcji wkraczają ŚZG - Środki Zmiejszania Głośności. Oto nasi piękni kandydaci: Panicz Master Volume z rodu Preampu, Baron Attenuator z krainy Końcówki Mocy, oraz Lady Power Scaling z domu Zasilania. Zacznijmy od przedstawienia Panicza!
         Kandydat numer jeden urodził się w latach siedemdziesiątych jako dziecko Pani Ściana Marshalli i Panów Technicznych (tylu ojców... co za tragedia dla dziecka). Panicza wstawia się w różnych miejscach w obwodzie, ale zawsze jest to gdzieś w , lub tuż za preampem. Chodzi o ilość sygnału, jaka przepuszczana jest do końcówki mocy, taki zawór. Jest to metoda tania i chyba dość łatwa dla mnie, więc raczej wstawię Mastera w swoim piecu, bo lepiej mieć, niż nie mieć, najwyżej odkręcę na maksa i będzie jakby go nie było. Szpunt jest jednak taki, że wszyscy kochają przesterowaną końcówkę (tak kochani, Black Sabbath i spółka się kłania!), a Panicz MV sprawia, że preamp się gotuje, ale końcówka ma wyjebane i dlatego jest ciszej. Na szczęście nie jest to jedyna opcja! Przejdźmy teraz do kandydata numer dwa, Barona Attenuatora!
           Baron jest spryciarzem oszukującym wzmacniacz! Wpina się go między piec (który musi mieć po sobie głośnik o odpowiedniej impedancji, bo inaczej się denerwuje, a złość i stres nie są zdrowe), a kolumnę i on "zjada" część mocy wypuszczanej przez wzmacniacz i przetwarza ją na ciepło. Skutkuje to tym, że piec może jechać na full (ta końcówka!) i głośność regulujemy tuż przed głośnikiem.
       Jest kilka typów: proste, kilka oporników na dużą moc połączonych w układ, wszystko to podłączone do radiatora który wypromieniowuje ciepło.
        Reaktywne, czyli same cewki głośników z magnesami. Wtedy wszystko działa tak, jak gdyby było więcej głośników połączonych, tyle że nie wydających dźwięków. To właśnie typ który mam nadzieję uda mi się zastosować, bo mam trzy stare głośniki Unitry na 5 watt i 4ohm każdy, wytnę membrany (i tak sparciałe), połącze szeregowo dwa i zjedzą mi 10 wattów przy 8 ohmach - pięknie! Jeden z nich ma duży magnes, więc mam nadzieję, że ma więcej niż 5 watt, bo dycha to nadal dużo...

mniejszy magnes, chyba 4, albo 5 watt


numer, szukałem go w necie ale nie znalazłem konkretnie tego

większy magnes

nalepka Unajtry         
          Attenuator. Zjada moc, i przetwarza na ciepło... Co zużywa moc i bez problemu ciepło oddaje? ŻARÓWKA! Szalony pomysł, ale po małym Google-fu, okazuje się, że zupełnie możliwy i stosowany! Żarówki są tanie, mają różne dostępne moce i nie trzeba do nich radiatora. Jeśli jednak żarówka się przepali, to obwód zostaje przerwany i nie ma głośnika podłączonego do pieca, co nie jest zdrowe. Może, gdyby dać żarówkę równolegle z przewodem do głośnika i do tego między nie potencjometr jako dzielnik napięcia dla płynnej regulacji atenuacji? Nawet jeśli spali się żarówka, to nadal jest głośnik podpięty. Kusi mnie tu taniocha, ale z drugiej strony, jeśli głośniki się nadadzą, to będzie to mniej ryzykowny sposób, no i darmowy, bo już je mam. Są jeszcze inne typy atenuatorów, ale części drogie i nie wiem czy by się opylało.
         Dooobra, czas na ostatniego uczestnika, a raczej uczestniczkę randki w ciemno. Lady Power Scaling!
Z grubsza chodzi o to, że montujesz mały układ z jakimś mosfetem i on zmniejsza proporcjonalnie napięcie w całym wzmacniaczu co skutkuje cichszą grą. W sumie ciekawe, ale ponieważ nie do końca kumam o co tu chodzi i w grę wchodzi zewnętrzne regulowanie HAJ WOLTYDŻA, nit zastosuję tego ficzera w Najlepszym Marshallu na świecie.
          No. Tak właśnie zamierzam ujarzmić piec do domu, połączenie Master Volume i attenuatora. A co do głośnika to juz zdecydowałem, że kupuję Eminence'a Legenda, ma większą skuteczność niż 70/80.
          I na koniec:

poniedziałek, 24 października 2011

Najlepszy Marshall na świecie

Siema, tu wasz kochany, stary, dobry, Elektryczny Banan! Blog ten powstaje (i trwać będzie) aby upamiętnić budowę wzmacniacza gitarowego i również zawrzeć tu odpowiedzi na pytania które sam miałem (i na razie mam, bo jeszcze nie zacząłem). 
          KUP LEPIEJ, ZABIJESZ SIĘ, NIE BUDUJ TEGO , ZBUDUJ LEPIEJ CO INNEGO, IDZIESZ NA OTWARCIE? - CZEGO? -PARASOLA W DUPIE! Tak, ignorując te wszystkie rady których się naczytałem w Internecie, zdecydowałem się SAM zbudować sobie piec, na którym mógłbym grać z perkusistą. Ja wiem, że prąd, że napięcie, że śmierć, diabeł, piekło, grabie, trumna, cmentarz, ale ludzie kupują w necie kity, lutują je do kupy nie wiedząc za wiele według layoutu i żyją i grają. Ja zrobie tak samo, tylko sam zbiorę części po kolei i mam nadzieję czegoś się po drodze nauczę.
         Czemu sam buduję? Bo chce od razu lampę, bo wiem czego chcę. Na dodatek zbierając części po kolei nie muszę od razu wydawać całej sumy, a niejako płacę w ratach. Uzbierałbym najwyżej 1000 zeta, a za to kupiłbym najwyżej Epiphone Valve Junior który ma tylko 5 wattów, a to dla mnie za mało. 
         Teraz może o celach i wyborze modelu.  Celem jest brzmienie MC5, The Stooges, Kiss i innych Marshallowców: 


U! Yeah! Dodam jeszcze, że zależało mi na jednokanałowym piecu, który po prostu odkręcałbym na pizdę dla przesteru. Chodziło o prostote, ale i pewne podejście do grania, po prostu te przestery z nowych Marshalli typu TSL to mnie nie trafiają. Zależało mi też na możliwości oczyszczenia brzmienia za pomocą gałki Volume w gitarze. 
          Najpierw, kierując się filozofią kupowania kitów, pomyślałem o Plexi 50 watt. Zrobiłem mniej więcej kosztorys, wypytałem się o transformatory, ale bolał mnie dławik (koszty), moc (50 watt) oraz zła sława głośności modelu 1987. Super jest również brzmienie Claptona w Cream (zanim stał się pizdeczką i kupił Strata), więc kandydatem był też JTM45. Za nim przemawiał również Tadeusz Nalepa i moc 30 watt, czyli mniej niż Plexi. Wadą jednak była lampa prostownicza (dodatkowe uzwojenie na transformatorze sieciowym do żarzenia jej - koszty i dodatkowy ewentualny problem) no i znowu dławik. Zaintersowałem się więc mniejszymi Marshallami, a konkretnie modelem 18 watt czyli 1974. Słyszałem o nim dużo dobrego i widziałem wiele demówek na Youtube, więc to był popularny i sprawdzony model. Wyszukałem jednak schemat i layout na stronie: http://www.ceriatone.com/ i niestety! Była w środku lampa prostownicza. W zasadzie była to mniejsza wersja JTM45, tyle, że na lampach EL84. To będzie mój pierwszy zbudowany piec, a nie mogłem się połapać w layoucie, więc szukałem dalej, czegoś, co będzie miało prostownik na diodach krzemowych, najchętniej po prostu 1987 w wersji 30, alo nawet 20 watt, a nadal napędzanie EL34. Niestety, nic takiego nie mogłem znaleźć, wszędzie wyskakiwał mi model 1974 18 watt. Rozejrzałem się ponownie na Ceriatone i znalazłem model 2061 - 20 watt, diodowy prostownik, tylko 4 lampy (dwie na preamp i dwie na koncówkę), 4 potencjometry (2x volume i 2x tone), 4 jacki - idealnie! Prosto i w porównaniu z sześcioma lampami w 1974 mniej potencjalnych miejsc na błedy. Zdecydowałem się właśnie na 20 wattowca Lead and Bass: http://www.ceriatone.com/productSubPages/BS20WLead&Bass/BS20WLead&Bass.htm . 




           Zaniepokoiły mnie jednak recenzje reissue tego pieca od Marshalla, podobno często pali transformatory głośnikowe. Myślę, że to z powodu oszczędności firma zastosowała niższej mocy trafa i dlatego są awarie. Przy dowiadywaniu się o transformatory do Plexi na forum elektroda.pl dowiedziałem, że można zamówić je u Leszka Ogonowskiego, a on wykona je zgodnie z podaną specyfikacją. Z powodu raportów o awariach 2061x (x oznacza reissue) postanowiłem, ze nie będe oszczędzać na trafach. Wysłałem panu Ogonowskiemu schemat i layout, i dzisiaj właśnie dostałem oba trafka. Wyglądają zajebiście solidnie i wogóle zajebiście, zapłaciłem 130 zeta za sieciowe (290V-0-290V, 0,15A i 3,15V-0-3,15V 3A) i 160 za głośnikowe (wyjścia na 4, 8 i 16 Ohm). Dopłaciłem również 50 złotych za dekle dzięki którym nie muszę ciąć kwadratowego otworu w chassis, tylko zwyczajnie przykręcić śrubami, kozak. Oto focie: 
Sieciowe (ciężki skurwysyn, będzie mi się piec przechylać)


Głośnikowe

         To by było na razie na tyle. Teraz najważniejsze, to kupić drugą najdroższą rzecz, czyli głośnik. Jeśli ktoś to czyta, to wojna: Eminence Legend, czy Celestion 70 Eighty? A może coś innego? Chcę dać maks 250 ziko i nie, nie kupię V30! I słowo na koniec, dlaczego to będzie NAJLEPSZY Marshall na świecie? Bo to będzie MÓJ Marshall, rzecz jasna. Yo!