Zacznijmy od tego, że żeby usłyszeć pełne spektrum częstotliwości wzmacniacza i gitary, dźwięk powinien być na poziomie co najmniej 85 decybeli, więc wynika z tego, że nawet piec tranzystorowy powinno się odkręcić do tego poziomu, żeby ucho miało pełen obraz brzmienia. W sumie to tak jak z obrazem, im większy, tym więcej widocznych detali. Na rezygnację z TEGO postulatu, związek zawodowy Elektrycznych Bananów się nigdy nie zgodzi! Jednak żeby uzyskać nasz kochany Marshallowy distorszyn, będe musiał odkręcić wolume na ponad połowę, inaczej po co mi lampowy piec. I tu do akcji wkraczają ŚZG - Środki Zmiejszania Głośności. Oto nasi piękni kandydaci: Panicz Master Volume z rodu Preampu, Baron Attenuator z krainy Końcówki Mocy, oraz Lady Power Scaling z domu Zasilania. Zacznijmy od przedstawienia Panicza!
Kandydat numer jeden urodził się w latach siedemdziesiątych jako dziecko Pani Ściana Marshalli i Panów Technicznych (tylu ojców... co za tragedia dla dziecka). Panicza wstawia się w różnych miejscach w obwodzie, ale zawsze jest to gdzieś w , lub tuż za preampem. Chodzi o ilość sygnału, jaka przepuszczana jest do końcówki mocy, taki zawór. Jest to metoda tania i chyba dość łatwa dla mnie, więc raczej wstawię Mastera w swoim piecu, bo lepiej mieć, niż nie mieć, najwyżej odkręcę na maksa i będzie jakby go nie było. Szpunt jest jednak taki, że wszyscy kochają przesterowaną końcówkę (tak kochani, Black Sabbath i spółka się kłania!), a Panicz MV sprawia, że preamp się gotuje, ale końcówka ma wyjebane i dlatego jest ciszej. Na szczęście nie jest to jedyna opcja! Przejdźmy teraz do kandydata numer dwa, Barona Attenuatora!
Baron jest spryciarzem oszukującym wzmacniacz! Wpina się go między piec (który musi mieć po sobie głośnik o odpowiedniej impedancji, bo inaczej się denerwuje, a złość i stres nie są zdrowe), a kolumnę i on "zjada" część mocy wypuszczanej przez wzmacniacz i przetwarza ją na ciepło. Skutkuje to tym, że piec może jechać na full (ta końcówka!) i głośność regulujemy tuż przed głośnikiem.
Jest kilka typów: proste, kilka oporników na dużą moc połączonych w układ, wszystko to podłączone do radiatora który wypromieniowuje ciepło.
Reaktywne, czyli same cewki głośników z magnesami. Wtedy wszystko działa tak, jak gdyby było więcej głośników połączonych, tyle że nie wydających dźwięków. To właśnie typ który mam nadzieję uda mi się zastosować, bo mam trzy stare głośniki Unitry na 5 watt i 4ohm każdy, wytnę membrany (i tak sparciałe), połącze szeregowo dwa i zjedzą mi 10 wattów przy 8 ohmach - pięknie! Jeden z nich ma duży magnes, więc mam nadzieję, że ma więcej niż 5 watt, bo dycha to nadal dużo...
![]() |
| mniejszy magnes, chyba 4, albo 5 watt |
![]() |
| numer, szukałem go w necie ale nie znalazłem konkretnie tego |
![]() |
| większy magnes |
![]() | ||||||||||
| nalepka Unajtry |
Dooobra, czas na ostatniego uczestnika, a raczej uczestniczkę randki w ciemno. Lady Power Scaling!
Z grubsza chodzi o to, że montujesz mały układ z jakimś mosfetem i on zmniejsza proporcjonalnie napięcie w całym wzmacniaczu co skutkuje cichszą grą. W sumie ciekawe, ale ponieważ nie do końca kumam o co tu chodzi i w grę wchodzi zewnętrzne regulowanie HAJ WOLTYDŻA, nit zastosuję tego ficzera w Najlepszym Marshallu na świecie.
No. Tak właśnie zamierzam ujarzmić piec do domu, połączenie Master Volume i attenuatora. A co do głośnika to juz zdecydowałem, że kupuję Eminence'a Legenda, ma większą skuteczność niż 70/80.
I na koniec:





